Artykuły

Co wiemy o naszych czworonogach?

17 kwietnia, 2016 /

W Polsce mamy 7 milionów psów. Co wiemy o naszych czworonogach? Jak z powodu „ludzkiej próżności” zmieniły się rasy?

– Rasy współcześnie zmieniają się z powodu ludzkiej próżności. Jamnik czy pekińczyk są kalekami – mówi weterynarz Dorota Sumińska. – Degeneracja pojawia się, kiedy stosuje się w hodowli krycie bardzo blisko spokrewnionych osobników. Jak biorą się za to amatorzy, to nic z tego dobrego nie wychodzi – wskazuje prof. Jerzy Monkiewicz z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Rozmowa z Dorotą Sumińską, weterynarz, autorką książek i prowadzącą audycję „Wierzę w zwierzę” w TOK FM.

Książki Doroty Sumińskiej do kupienia na Publio.pl >>

Olga Kołakowska, Gazeta.pl: W sieci popularność zdobyła ostatnio notka blogera, który pokazał, jak zmieniły się wzorce różnych ras w ciągu ostatniego wieku. Na zdjęciach widać, że niektóre współczesne rasy wyglądają zupełnie inaczej niż sto lat temu. Dlaczego wzorce aż tak się zmieniły?

– Rasy współcześnie zmieniają się z powodu naszej ludzkiej próżności – inne określenie nie przychodzi mi do głowy. Kiedyś wyznacznikiem wzorca rasy była użytkowość. Chodziło o to, żeby budowa anatomiczna ułatwiała psu wykonywanie konkretnych czynności. I tak np. norowce miały mieć krótkie łapy, miały być długie, cienkie, żeby wszędzie wlazły. Psy gończe miały mieć dobry węch i być sprawne.

Dziś wyznacznikiem wzorca jest ludzkie widzimisię. Ludzie sobie coś wymyślają, a zwierzęta czasem przez to okropnie cierpią. Piesek ma być malutki, wygodny albo wielki, ma mieć krótką mordkę albo wydłużoną, duże uszy albo prawie w ogóle nie mieć uszu – co się komu podoba. Oczywiście, wciąż są grupy hodowców, które dbają o zdrowe kojarzenie par swoich podopiecznych i nie dopuszczają do rozrodu zwierząt z wadami genetycznymi.

Skąd się to bierze?

– Ludzie są zawsze niezadowoleni. Nawet, jeśli jakiś pies wygląda doskonale, to chcą wtrącić swoje pięć groszy, coś zmienić. Myślę, że stąd to się bierze.

Często bardzo przedmiotowo traktujemy zwierzęta. Ludzie mówią, że kupują sobie pieski „do kochania”. Tyle, że taki piesek „do kochania” musi być przy tym ładny, modny, bo w telewizji akurat był film albo jakaś gwiazda ma taką rasę.

Czy wystawy psów też są świadectwem takiego przedmiotowego traktowania?

– Każdy zdrowo myślący człowiek, jeśli czuje sympatię do psów, to pierwsze kroki skieruje do schroniska, a nie na wystawę. Wystawy to parady próżności, tak samo jak wybieranie miss.

Ludzie faktycznie mogą kierować się modą, ale czy hodowcom lub członkom Związku Kynologicznego nie zależy, by pilnować, żeby wzorce nie stały się wynaturzone?

– Jak już wspomniałam, jest wielu prawdziwych kynologów. Dbają, aby wyeliminować z hodowli zwierzęta obarczone wadami. Jest dużo osób, które naprawdę uczciwie o to walczą. Ale moim zdaniem uwielbienie dla psów rasowych jest w dzisiejszych czasach wręcz niemoralne. Mamy miliony bezdomnych zwierząt.

Które z ras najbardziej ucierpiały przez zmiany we wzorcach?

– Wszystkie te, których anatomia została tak bardzo zmieniona, że doprowadziło to do kalectwa. Przecież jamnik czy pekińczyk jest kaleką.

Co to znaczy?

– Jamniki i pekińczyki to psy chondrodystroficzne. Mają nieprawidłową budowę chrząstki, co prowadzi do bardzo przykrych chorób, np. dolegliwości ze strony kręgosłupa. Z kolei wszystkie rasy z bardzo skróconą trzewioczaszką, szczególnie buldogi angielskie, ale też buldogi francuskie, boksery mają kłopoty z układem oddechowo-krążeniowym. Poza tym nie oszukujmy się – każdy chów wsobny niesie ze sobą ryzyko powikłań genetycznych. I nie ograniczają się do anomalii anatomicznych. Zwierzęta mogą dziedziczyć skłonność do szeregu dolegliwości niewidocznych gołym okiem. A chów wsobny jest konieczny do stworzenia rasy i podtrzymania jej istnienia.

Rozmowa z profesorem Jerzym Monkiewiczem, dyrektorem Uniwersytetu Otwartego, Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Anna Pawłowska, Gazeta.pl: Dorota Sumińska powiedziała, że uwielbienie dla psów rasowych jest wręcz niemoralne. Czy pan jako lekarz weterynarii i z zamiłowania kynolog by się z tym zgodził?

Prof. Jerzy Monkiewicz: – Moim zdaniem problem leży w innym miejscu. Polska jest na trzecim miejscu w Europie pod względem liczby psów. Przed nami są Wielka Brytania i Niemcy. Z tym, że u nas z 7 milionów psów tylko 400 tys. to psy rasowe. Więc widać, że tych nierasowych – czy jak się popularnie mówi „kundelków” – jest bardzo dużo.

To nowe zjawisko?

– Stosunkowo nowe jest raczej pojęcie rasy tak, jak je dziś rozumiemy. Powstało dopiero w XIX wieku wśród miłośników koni i stamtąd przeszło do kynologii. Wcześniej mówiło się o typach psów. Na przykład był pies w typie szpica. Definicja rasy mówi, że to grupa zwierząt utworzona przez człowieka, jednolita pod względem cech morfologicznych, fizjologicznych i psychicznych. I to ostatnie jest najistotniejsze.

W każdej książce kynologicznej, gdzie są opisane rasy, jest adnotacja, jakie dana rasa posiada cechy psychiczne i w związku z tym dla kogo jest polecana. Te cechy psychiczne są już utrwalone dziedzicznie i przekazywane z pokolenia na pokolenie. I na przykład wiadomo, że jest rasa, której psy świetnie nadają się do dzieci, przywiązują się do rodziny. To jest ważna informacja dla osób, które właśnie takiego psa szukają.

Dlatego lepiej wybierać psy rasowe?

– Przede wszystkim zakup psa to powinna być przemyślana decyzja. Nie można działać na zasadzie: taka ładna, biała kuleczka, to ja ją wezmę i już. Bo potem z tej kuleczki wyrasta np. owczarek podhalański, który ląduje gdzieś na blokowisku w centrum Warszawy. I co ten biedny pies ma tam robić? On potrzebuje ostrego klimatu, odpowiedniej przestrzeni i posiada cechy związane z pasterstwem.

Owczarek podhalański to pies użytkowy, rasa stworzona w konkretnym celu i do konkretnych działań. A są psy, które mają po prostu fajnie, ciekawie czy wręcz dziwacznie wyglądać i są modne…

– Są rasy typowo użytkowe, które w czasie wystaw przechodzą próby swoich umiejętności. I są też psy tzw. do towarzystwa, które wystarczy trzy razy dziennie wyprowadzić na spacer i nakarmić. One pełnią bardzo istotną rolę, szczególnie dla ludzi samotnych. Na przykład dla tych w podeszłym wieku, gdy dom jest już pusty. Taki piesek jest dla nich trochę substytutem dziecka, pielęgnują go, przelewając na niego uczucia i mają towarzystwo.

Ale przecież pustkę może zapełnić też pies ze schroniska.

– Oczywiście, że tak i dużo osób przecież przygarnia takie psy. Pies ze schroniska różni się od rasowego tylko jedną cechą. Może być tak samo mądry, przytulający się, ale nigdy nie da się określić cech jego psychiki. Jeśli bierzemy szczeniaka ze schroniska, nie wiemy, co z niego wyrośnie. Można też wziąć dorosłego i wtedy ma już pewne cechy, które nabył pod wpływem doświadczeń, to są oczywiście cechy niepowtarzalne.

W schroniskach są też psy rasowe, a przynajmniej wyglądające jak rasowe, bo rodowodów oczywiście nie mają.

– I to jest inna sytuacja, bo jak się przygarnia na przykład bokserka, to mniej więcej wiadomo, jaki będzie miał charakter, jakie cechy. Podkreślam, że naprawdę nie mam nic przeciwko psom nierasowym. Natomiast jestem przeciwnikiem tego, że psów u nas jest tak dużo. O wiele za dużo zwłaszcza tych bezdomnych. A niestety ten nadmiar dotyczy właśnie psów kundelków. Wynikający z bezmyślnego dopuszczania do ich rozmnażania się, zwłaszcza dotyczy to środowisk wiejskich.

Ale i psy rasowe bardzo się zmieniają. Wystarczy spojrzeć na grafiki pokazujące, jak w ciągu 100 lat zmienił się wygląd wieku popularnych ras. To zupełnie inne psy!

– Wszystko zależy od rasy. Weźmy na przykład owczarka niemieckiego. Kiedyś to był pies właściwie kwadratowy. Teraz ma prostokątną sylwetkę z charakterystycznym niskim zadem i nisko opadającym ogonem. To dlatego, że to ma być pies użytkowy. Jego podstawowym biegiem jest kłus, a ta sylwetka sprawia, że krok jest zdecydowanie dłuższy. I dzięki temu może kłusem poruszać się przez dłuższy czas, nie męcząc się.

Czyli w przypadku owczarka niemieckiego możemy powiedzieć, że wzorzec rasy został udoskonalony?

– Proces kształtowania ras to jest ciągła ewolucja. Powstają nowe rasy na bazie krzyżowań innych, są też rasy, które zanikają. Inne po prostu się zmieniają.

I nie zawsze te zmiany idą w dobrym kierunku. Mówi się też o ich degeneracji.

– Oczywiście, że tak. Degeneracja pojawia się, kiedy stosuje się w hodowli krycie bardzo blisko spokrewnionych osobników, czyli kojarzenie krewniacze. Powinni to robić wyjątkowo zaawansowani w wiedzy genetycznej hodowcy, ponieważ albo uda się uzyskać wyjątkowe egzemplarze, albo co się częściej zdarza, osobniki zdegenerowane. Trzeba wiedzieć, które cechy się chce wzmocnić, a które wyeliminować i jak to zrobić. Jak biorą się za to amatorzy, to nic z tego dobrego nie wychodzi.

Źródło: Gazeta.pl
Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *